Kontakt: adres e-mail: mr-zgr@o2.pl nr gg: 5875477
Skopiuj CSS
Na tej stronie opublikowane zostana wiersze i teksty moje i innych bliskich mi osob. Mam na celu zrobienie takiego ma貫go zbiornika poezji osob nikomu nieznanych. Niech 鈍iat sie dowie o ich talencie. Niech zacznie si rewolucja ma貫j bohemy. Ka盥y, kto chce mo瞠 do mnie wys豉 swoje teksty a ja je zamieszcze. Sposoby kontaktu s podane na dole strony. Milego czytania
Kategorie: Wszystkie | Inne teksty | Jego szara codzienno嗆 | Jego teksty
RSS
niedziela, 23 maja 2010
***
Ile bezsensu w sensie istnienia...
砰jesz bez 篡cia skryty w jego cieniu...
Nic nie poradzisz na nieuchronno嗆 ko鎍a...
S康zisz 瞠 co znaczysz?
A jeste niczym...
Niczym dla kogo kto jest dla Ciebie wszystkim...
Walczysz z 篡ciem, z samym sob...
Tylko po co?
Wszechobecna destrukcyjno嗆 dzia豉...
Ile jeste w stanie znie嗆?...
B鏊u, pora瞠k i gorzkich s堯w?
Jak d逝go b璠ziesz walczy zanim sie poddasz?
Do jakich granic si posuniesz 瞠by ocali mi這嗆?
鈔oda, 20 stycznia 2010
Przepis na wspomnienia

My郵, 瞠 by這 warto zaryzykowa.
Wszystkiego, no mo瞠 prawie, trzeba w 篡ciu spr鏏owa.
Ja spr鏏owa陰m Ciebie.
Szczypta ciekawo軼i, 造czek tajemnicy.
Gar嗆 wiedzy, dwie nowo軼i.
Pe軟ia naturalno軼i wymieszana ze szczero軼i.
Zapach, hmm... jakby przyja幡i,
Nutka uczucia o zabarwieniu kredek.
Wed逝g przepisu 篡cia z dodatkiem ryzyka.
Upiek豉m wspomnienia, kt鏎ych nie zapomn do ko鎍a 篡cia.


Iwell

Wiele czasu potrzeba

Tyle czasu min窸o, ale dalej pami皻am.
Ka盥 rozmow, ka盥 minut spotkania.
Tak pi瘯ne wspomnienia przechowuj w pami璚i.
Rado嗆 w sercu mia豉m, 鄉iech w oczach.
Naprawd ci篹ko zagoi rany rozczarowania.
Utrat zaufania.
Obecne spotkania tak zimne, bolesne,
Przywo逝j obrazy, muzyk cich, spokojn.
Ch堯d jak odmienny od zimowych nocy.
Milczenie jak瞠 inne od tego kt鏎e we 郾ie przychodzi.
Ha-kol haja jachol lihjot (Wszystko mog這by by)
kacha o acheret (tak albo inaczej)
ha-kol jachol lechisztanot (Wszystko mo瞠 si zmieni)


Iwell

Jestem masochistk

Nigdy nie my郵a豉m, 瞠 jestem tak masochistk. Cho wiem, 瞠 jego widok sprawia mi wi璚ej
b鏊u ni przyjemno軼i, to jednak wci捫 wygl康am go za oknem. Ogl康am zdj璚ia torturuj帷 si
bezustannie. Przychodz we 郾ie obrazy tak teraz nierealne, niemo磧iwe w spe軟ieniu. Moje uszy
wychwytuj ka盥e wspomnienie jego imienia. Ukrywam moje zainteresowanie wszystkim co wi捫e
si z nim. Katuj si pytaniami co posz這 nie tak. Samotny spacer jest jak droga krzy穎wa, s
momenty w kt鏎ych upadam, ale podnosz si i id dalej, dla niego. Jest moim natchnieniem, bo
oszukuj si maj帷 jakie z逝dzenia, 瞠 mnie zauwa篡, 瞠 wzbudz w nim na powr鏒
zainteresowanie. 砰wi si wytworami wyobra幡i, tak bujnej czasami, 瞠 a dziecinnej. Jego
widok tak mi wstr皻ny, ale daje chwilowe ukojenie w cierpieniu, kt鏎e gdy przypominaj mi si
jego ostatnie do mnie skierowane s這wa, powraca ze zdwojon si陰. Moje postanowienia
wyrzucenia go z pami璚i, l康uj zamiast niego w koszu. P瘯am jak krucha ga陰zka, gdy raczy na
mnie cho przez u豉mek sekundy spojrze. Gdyby tylko chcia m鏬豚y wyrze嬌i ze mnie kobiet,
wi鏎y dziecinady wyrzuci w ogie, kt鏎y wybuch豚y w moim sercu. Tortury sko鎍z si wraz ze
鄉ierci 瘸lu po jego utracie, oraz z narodzinami nowego uczucia do kogo innego.




Iwell

pi徠ek, 30 pa寮ziernika 2009
安ie瞠 wspomnienie

Dzisiaj nasta czas powrotu do rzeczywisto軼i. Sko鎍zy這 si b這gie lenistwo w Krakowie u boku mojej Iwell. Te 6 dni d逝篡這 si w przyjemn wieczno嗆. Wsp鏊ne spacery po rynku i na Wawel, wspolne gotowanie, wspolne robienie zdj耩, treningi firedance, wspolne wieczory i poranki, wspolny sen... Wszystko robilismy razem przez co zwykle rzeczy nabieraly niecodziennego znaczenia. Z nia zaczyna sie moje nowe zycie. Ona jest moim nowym zyciem. Jak dobrze jest zaznac w koncu milosc. Tylko jedna rzecz ciagle mnie dreczy... Mam cos na co nie zasluzylem. A skoro na Nia nie zasluzylem los mi ja odbierze. Ale liczy sie teraz, a teraz jestesmy razem. i tylko to sie liczy

niedziela, 26 lipca 2009
Nowe 篡cie w Mroku i Cieniu

Pojawi豉 si noc w moim 篡ciu

W czasie, kiedy nad 鈍iatem panuje Cie i Mrok

Podeszli鄉y do siebie cicho i ostro積ie

Oboje dzie熤i nocy b璠帷

M闚i豉, nie..., odejd... zostaw...

We mnie jest Noc... Mrok... Cierpienie...

Ja jestem Goth... zniszcze Ci...

Pr鏏owa豉 si陰 wyrzuci mnie z mysli i serca

Tylko nie zdawa豉 sobie sprawy, jak bardzo potrzebuje...

Nocy, Mroku, Ciemno軼i...

Wiec je郵i takie jest Twoje 篡cie...

We mnie za r瘯

Prowad mnie, tylko o to prosz

B康 moim przewodnikiem w nocnym 鈍iecie

Tobie powierzam moje cia這 i dusz

Od tamtej nocy juz na zawsze nale瞠 b璠 do Ciebie

Dla mojej Wampirzej Ksi篹niczki

niedziela, 21 czerwca 2009

Czer otaczaj帷ej nocy

Cisza wszechogarniajacego mroku

Oczy cho zamkni皻e, nie s w stanie powstrzyma obraz闚

Kt鏎e jak l瘯i z dzieci雟twa przemykaja po pokoju,

W my郵ach

Samotno嗆...

Ta ci庵陰 i niezmienna

Nie ma komu ofiarwa spojrzenia

Nie ma komu ofiarowa my郵i

Nie ma komu ofiarowa serca

Nikt Ci nie chce

Nikt Cie nie ptrzebuje

Takie my郵i wci捫 i wci捫 od nowa kalecz Twoj dusz

Im wi瘯szy czujesz b鏊

Tym wiecej potrafisz da z siebie innym

Im wi瘯sz czujesz pustke i niemoc

Tym wi瘯sz i mocniejsz masz w sobie nadziej

Bo co tak naprawd znaczysz?

Czym瞠 jeste?

Jeste najdoskonalsz niedoskonalo軼i

Jeste dzie貫m Boga

Jeste cz這wiekiem - nic doda nic uj望

niedziela, 19 kwietnia 2009
Kolejna nieprzespana noc

Tak jak w tytule dzi jest kolejna nieprzespana noc. Nie wiem, kt鏎a to ju z rz璠u. Sam ju nie wiem ile ich by這 do tej pory. Od wielu miesi璚y do teraz 95% z nich takie by這. By造 r騜ne powody. Powoli zaczynam w徠pi, 瞠 sen jest mi w og鏊e potrzebny do 篡cia. Noc jest cisza i spok鎩. Tylko cicha muzyka w tle. Przez ostatni rok tak wiele si sta這, 瞠 mo積a by obdzieli tym nie jednego cz這wieka. Pope軟i貫m tyle niewybaczalnych b喚d闚. Skrzywdzi貫m wielu ludzi, kt鏎zy na to nie zas逝篡li. Noc w noc przez moj g這w przetacza si kawalkada wspomnie. Defilada pope軟ionych grzech闚.

Moje 篡cie wlecze si jak stara koby豉. Nie wiem czy i co mnie jeszcze w nim czeka. Ile b鏊u, strachu, krzywdy i 貫z. Czy b璠zie mi dane spe軟i marzenia moje i moich bliskich. Czy dane mi b璠zie jeszcze kiedy trzyma w r瘯ach moj c鏎k. Czy uda mi si w ko鎍u za這篡 normaln rodzin.

Coraz cz窷ciej my郵 o tym 瞠by si zawin望 z tego 鈍iata. Nie chodzi o samob鎩stwo, ale o ca趾owitej zmianie otoczenia. Niby wiele tego nie ma, ale to i tak 豉twe nie jest. Od nowego tygodnia zaczynam now prac. Czy chce czy nie to jest konieczne do rozpocz璚ia nowego etapu 篡cia. Zarobi troch kasy i si st康 zawija jak najdalej nogi ponios. Po raz kolejny zacz望 od nowa 篡cie. Tylko wtedy b璠 m鏬 godnie przyj望 moj dziecko na tym 鈍iecie. Nie chce 瞠by mia這 takie 篡cie jak ja. Ci庵豉 szarpanina z losem. Co 篡ciu wyrwiesz z gard豉 to twoje i si ciesz p鏦i mo瞠sz bo i tak to stracisz. Niech, chocia moje dzieci b璠 mia造 godne 篡cie, skoro mi nie by這 ono dane. Jak b璠zie to czas poka瞠, ale p鏦i mog b璠 si stara 瞠by niczego im nie zabrak這. Nie pozwol nigdy 瞠by one p豉ci造 za moje b喚dy i grzechy.

wtorek, 10 marca 2009
Powr鏒...
Od dawna nie pisa貫m. Nie mia貫m na to si造. I chyba ci庵le nie mam jej a tak wiele ile do tego potrzeba. Ale musze spr鏏owa. Moje 篡cie znowu wraca do stanu szale雟twa tak jak kilka lat temu. My郵a貫m, 瞠 to si ju nigdy wiecej nie powt鏎zy.Tak wiele si wydarzylo przez ten caly czas, przez wiele miesi璚y, a ja nie wiem od czego zacz望, o czym napisac, a co pomin望 jako rzecz nieistotn... Pr鏏owa貫m przez ten czas znale潭 odpowiedzi na wiele pyta, ale do tej pory ich nie odnalaz貫m. Czy mo積a pokocha kogo, kogo jeszcze nie ma na 鈍iecie? Czy mo積a tak osobe pokochac bezgranicznie? Jak dalej 篡 po 鄉ierci w豉snego dziecka? Jak pokonac b鏊 i l瘯? W軼iek這嗆 i nienawi嗆 do samego siebie za to, 瞠 nie by這 si w stanie oborni w豉snego dziecka? Maja, Majka... Moja ma豉 ukochana c鏎eczka, na kt鏎 tak czeka貫m. Mia這 si spe軟ic moje najwi瘯sze marzenie. Tak d逝go na ni czeka貫m, a kiedy wreszcie ona si pojawi豉 nie by貫m w stanie jej ochronic. Przez tyle miesi璚y, od dnia kiedy si dowiedzia貫m, 瞠 zostane ojcem nie ma takiego dnia 瞠bym o niej nie mysla. Od razu wiedzialem, 瞠 to b璠zie c鏎ka. Nigdy nie zapomne trzech dni z jej kr鏒kiego 篡cia. Dnia, w ktorym zosta豉 pocz皻a. Dnia, w ktorym dowiedzia貫m si, 瞠 ona istnieje. Dnia, kiedy odesz豉. Boje si tego roku. Tych wszystkich rocznic. Dnia, w ktorym mia豉 przyj嗆 na 鈍iat. Rocznicy jej pocz璚ia; tego dnia, w ktorym si o niej dowiedzia貫m. I tego dnia, kiedy jej zabrak這. Wielu rzeczy mi w tym wszystkim brakuje... Za ma這 czasu z ni sp璠zi貫m... Po tym jak zmar豉, brakowalo mi po瞠gnania. Nie by貫m przy niej w trakcie zabiegu. W takich przypadkach nie wydaje si cia豉 dziecka rodzicom. Dlaczego?! Do jasnej cholery dlaczego?! Przecie to nie jest przedmiot. To nie husta chirurgiczna, nie zu篡ta strzykawka czy ig豉... Wiec dlaczego dzieko, kt鏎ego serduszko przestalo bi traktuje si odpad medzyczny?!?!?! Czy kto mo瞠 mi to wyt逝maczy? Dlaczego nie mog貫m pochowa mojego dziecka? Dlaczego moje dziecko nie mog這 mie pogrzebu tak jak wszyscy? Wiem, 瞠 nie jestem jedyny rodzicem w takiej sytuacji. Ale nie zmienia to faktu, 瞠 po jej stracie nic nie jest w stanie uki mojego b鏊u. Wiem, 瞠 to nie ona powinna umrzec, tylko ja. Ja mam r騜ne rzeczy na sumieniu... Winy, grzechy... Majka przecie by豉 ca趾owicie niewinn istot. Nie pope軟i豉 瞠dnego grzechu. Dlaczego musia豉 odej嗆? Tak bardzo boli fakt, 瞠 鈍iat po jej 鄉ierci dalej p璠zi do przodu. Jakby na to popatrze z boku to mo積a by pomy郵e, 瞠 jej nigdy nie by這. Po jej 鄉ierci nie zosta praktycznie 瘸den 郵ad jej istnienia poza pamieci o niej, os鏏 kt鏎e j kocha造. Majka nawet nie ma swojego miejsca na ziemi, nie ma grobu. Nie by貫m w stanie nawet zam闚i mszy w jej intencji. Nie lubie, nie chce o tym m闚i, nie potrafie... To ci庵le jeszcze zbyt mocno boli. A mo瞠 ci庵le nie potrafie si z tym jeszcze pogodzi. Ale ja wiem, 瞠 nigdy si z tym nie pogodze. Mog to jedynie zaakceptowac. W szafce ci庵le jeszcze s ubranka, kt鏎e dla niej kupi貫m. Prawie nigdy ich nie wyjmuje z niej. One czekaj na sw鎩 czas. Na jej czas. Wierz, 瞠 ona wr鏂i. Kocha貫m j jeszcze zanim istnia豉. Kochalem ja kiedy si pojawi豉. Kocham j nawet po 鄉ierci. I zawsze b璠 j kocha. To w ko鎍u moja c鏎ka. Zawsze ni by豉, jest i zawsze ni b璠zie. Chocia ja na ni nie zas逝篡貫m. Kocham Ci c鏎eczko
pi徠ek, 05 wrze郾ia 2008
"Mrok"

Moja glowe otacza mrok,

W mojej glowie ciemno jest

On niszczy mnie, przenika mnie

Wysysa ze mnie wszelki gest

Mrok to bariera zycia mego

Zycia bezpowrotnie straconego

Modle sie do Ciebie Boze

Bys zapalil swiatlo w mojej glowie

MROK! ZLO! CIEMNOSC!

to wszystko jest we mnie

MROK! ZLO! CIEMNOSC!

wyrzuc to ze mnie

Boze prosze, Boze pomoz

Daj mi moc bym narodzil sie znowu

Zniszcz we mnie ciemnosc

Obdaruj swiatlem

Narodze sie na nowo

Wtedy znowu bede z Toba

sobota, 30 sierpnia 2008
Taniec zmyslow

Coraz czesciej zmuszam sie do robienia rzeczy, ktorej robic nie chce. Ale tak trzeba... Moje zmysly szaleja na sama myl o niej. Niekiedy jest tak, ze ciezko jest mi napisac cos, cokolwiek; na klawiaturze czy na papierze, bo moje rece drza jak oszalale. Zreszta nie tylko rece... Caly drze... A jeszcze tak wiele przed nami. Tak wiele ciepla, milosci, bliskosci. Zmuszam sie do tego, zeby o tym nie myslec, bo nie chce eksplodowac, bo nie chce sie smucic. Nie chce... Dla niej. Ale juz nie dlugo bedziemy sie mogli soba cieszyc praktycznie zawsze kiedy bedziemy chcieli. Bedziemy mogli spedzac wszystkie chwile razem poza tymi kiedy oboje bedziemy w pracy i tymi kiedy bedziemy musieli spac osobno. Ale bedziemy prawie na wyciagniecie reki. Bedzie wystarczyl jeden sms czy telefon i bedziemy dla siebie. Realnie a nie virtualnie. Czekam na to, na ten wlasnie czas. Wtedy nie bede musial zmuszac sie do hamowania moich odczuc. Bede mogl pokazywac jej to co czuje. Bede mogl eksplodowac bez leku, ze zostane z tym wszystkim sam. Do tej pory znalem ja jako przyjaciolke i mimo to dzialala na mnie jak nikt inny wczesniej. Cala ona... Jej zapach, jej sylwetka, jej ruchy, jej glos... Krotko mowiac ona... To kwintesencja kobiecosci... Az boje sie ja odkrywac. Boje bo nie wiem czy to przetrzymam, nie wiem czym jeszcze mnie zaskoczy. Kazda nowopoznana w niej rzecz zapiera mi dech w piersiach. Dzisiaj uwalniam troche natury faceta. I wiem ze na zywo bedzie mi jeszcze trucniej nad nia zapanowac, ale wiem tez, ze dam rade. Chce zeby to ona tym kierowala, zeby to ona nadawala tempo. Tak bedzie lepiej dla nas. Kocham ja i zrobie dla niej wszystko. Kocham Cie

czwartek, 28 sierpnia 2008
Poranek

Lubie poranki, lubie lezec w lozku i myslec o Niej... Wspominac te wspolnie spedzone chwile. To jak sie zobaczylismy pierwszy raz na dworcu Wroclaw Glowny, to jak sie wtedy szukalismy bo pociag wjechal na inny peron niz bylo podane przez dyzurnego ruchu. Pamietam ten lek, kiedy nie bylo jej nigdzie i nie moglem zadzwonic, bo telefon mi sie rozladowal; ta ulge kiedy kioskarz pozwolil mi podlaczyc u siebie telefon zebym mogl zadzwonic do Niej i kiedy odebrala... wtedy mimo, ze w hali dworca bylo pelno ludzi, a ja stalem tuz przy wyjsciu widzialem Ja jak idzie w tym tlumie. nie widzialem jej twarzy, ale wiedzialem na 100%, ze to jest ona. Nie wiem dlaczego, ale po prostu to wiedzialem. Pamietam nasze pierwsze powitanie na zywo, to jak sie do siebie na krotka chwile przytulilismy i kiedy poczulem jej zapach, ten dreszcz, ktory mnie wtedy przeszyl. Pamietam pierwszy wspolny spacer nad Widawa i to jak przemoczylismy sobie wtedy buty szukajac kladki zeby przejsc przez rzeke, kladki ktorej nie bylo;) Nasze rozmowy i to jak zdazalo nam sie bezbolesnie milczec. Pamietam jak zobaczylem ja po raz pierwszy w sukience i jak bardzo chcialem wtedy cos powiedziec, cokolwiek i nie moglem wydusic z siebie ani slowa wiec wyszedlem z pokoju szykowac sie na wieczorne tourne po pubach. Pamietam jak sie czulem kiedy wychodzila z namiotu w ktorym spalem i wracala do siebie do pokoju. Pamietam jak bardzo nie chcialem wyjezdzac i ta bezsilnosc wobec losu, ktory byl nieuchronny. Pamietam jak siedzac na korytarzu w nocnym pociagu powrotnym ryczalem i zalowalem, ze nie powiedzialem jej tylu rzeczy, ktore chcialem zeby wiedziala. Po tych trzech dniach wiedzialem ze nie oklamuje siebie czujac to co czuje. Ale tez wiedzialem, ze nie moge jej wciagac w chory uklad. Ze dopuki nie zakoncze jednego rozdzialu w moim zyciu nie bedziemy mogli byc razem. Zreszta nie bylem pewien, czy ona tez tego chce. Ale jak widac czasu i przeznaczenia nie da sie oszukac. Jak Ona sama mowi nie moglismy z tym dluzej walczyc. Tak po prostu musialo byc. Zakochalismy sie w sobie poczatkowo nawet o tym nie wiedzac. Przy drugim spotkaniu probowalismy to przed soba ukrywac, ale nam to nie wyszlo. W koncu sie temu poddalismy i oboje wiemy, ze dobrze zrobilismy. Pamietam te chwile kiedy nasze ciala sie spotykaly, ta bliskosc, ta skrywana namietnosc, ktora i tak znajdowala ujscie waska szczelina. I dobrze, ze tak bylo. Ze nie dalismy sie poniesc emocja, bo to by moglo tylko wszystko zepsuc. Wiemy, ze mamy przed soba czas. Ze zdazymy sie siebie nauczyc. Musimy sie do siebie dopasowac. Powoli i delikatnie. Tylko rozumna milosc ma tak naprawde przawo do trwalego szczescia. I pamietam ta pewnosc na dworcu kiedy po raz drugi wyjezdzalem z Wroclawia. To jak na dwie krotkie chwile spotkaly sie nasze usta. Pamietam jaka to dalo mi sile. Przez cala droge zasypialem i budzilem sie ze lzami w oczach. Pamietam ta rozmowe przez telefon zaraz po tym jak wrocilem do domu. I to mnie tylko po raz kolejny utwierdzilo w podjetej juz decyzji. To byl kolejny dowod, ze musze zrobic wszystko co w mojej mocy, zebysmy mogli byc razem i za wszelka cene sie tego trzymac. I jestesmy razem... I jestesmy szczesliwi... Kocham Cie tak bardzo, ze nie jestes w stanie sobie tego wyobrazic. Kazda chwila kiedy nie slysze Twojego glosu jest jak jeden obrot noza wbitego w serce; kazda chwila kiedy nie moge patrzec w Twoje oczy jest jak zbyt niski ladunek podczas egzekucji na krzesle elektrycznym, zbyt slaby zeby zabic, mogacy jedynie okaleczyc i obezwladnic powodujac bol nie do wytrzymania; kazda chwila kiedy nie moge Cie przytulic jest jak nieskonczenie dluzace sie sekundy kiedy skazaniec dusi sie wiszac na zle zawiazanej petli szafotu i ogarnia go jedynie paraliz, nie jest w stanie umrzec od tego, ciagle traci przytomnosc i ja odzyskuje zeby znowu swiadomie cierpiec. Taki jest bol rozlaki. Ale ona juz niedlugo sie skonczy. Obiecuje

wtorek, 26 sierpnia 2008
Tabula rasa...

Dlugo nie pisalem, bo w moim zyciu nastepowal przewrot, rewolta... Ale teraz napisze to, co chce napisac juz od dluzszego czasu...

Tak jak po nocy nastepuje nowy dzien tak teraz nastal nowy rozdzial w moim zyciu. Nowa pusta karta gotowa do zapisania. Chociaz nie tak do konca pusta. bo sa na niej delikatne slady zostawione po zapisywaniu poprzedniej strony. Ale one z czasem znikna, stana sie niewidoczne... Po prostu potrzeba na to czasu. Nowe miasto, nowa praca, nowa szkola, nowi ludzie i... Ona...

To Ona jest motorem napedowym tych wszystkich zmian. To dla Niej chce sie zmieniac... To dla Niej walcze... To Ona nadala sens mojemu zyciu... Nowy sens...

Dzieki Niej znowu zaczynam zyc, byc czlowiekiem... Istniec, funkcjonowac, czuc... Oboje jestesmy dla siebie nawzajem nowym sensem zycia, nowa nadzieja. Zbyt wiele bolu doswiadczylismy dotad, zebysmy mogli sie teraz poddac. Nie chcielismy sobie na to pozwolic, ale nie dalismy rady pokonac tego co bylo juz i tak z gory zaplanowane przez NIEGO. Tak musialo byc... Ta walka z gory byla skazana na przegrana. Od samego poczatku bylismy sobie zbyt bliscy. To mistyczny pakt, porozumienie bez slow, pokrewienstwo dusz. Wiec w koncu dalismy sobie szanse. Nie wiem czy sprawil to ON, Bog, czy cos innego, ale dobrze ze tak sie stalo. po prostu nie moglo byc inaczej.

ONA

Zabrzmi to banalnie, ale nie ma dobrych slow, ktore oddaly by to jak sie czuje, kiedy Ona jest obok. Stan ciala, duszy i umysly jest nie do opisania. Ciagle drzenie ciala, przyspieszony oddech, szybkie i mocne bicie serca, szum w glowie, zamazujacy sie wzrok, setki mysli na sekunde pojawiajace sie glowie. To taki stan, jaki ma sie tuz przed orgazmem. Kiedy Ona jest obok powietrze jest tak naelektryzowane, ze az trudno oddychac. Czasami boje sie, ze kiedy sprobuje jej dotknac przeskoczy miedzy nami iskra i wszystko eksploduje. Boje sie pomyslec, co bedzie teraz, kiedy sie znowu spotkamy. Boje sie, ale ten strach jest przyjemny. To ciagle oczekiwanie... Wlasnie czekalismy na siebie, wiec wiemy oboje ze warto czekac dalej. Ja bede czekal. Wiem ze musimy sie siebie nauczyc. Ze po tym wszystkim, czego do tej pory doswiadczylismy przez wczesniejsze zycie, ze nie mozemy niczego przyspieszac, ponaglac. Musimy znalezc swoj wlasny rytm i dzialac zgodnie z nim, bo tylko wtedy bedziemy naprawde szczesliwi. Pragnienie cielesnosci bedzie trudne do opanowania, ale oboje wiemy, ze i na to przyjdzie odpowiednia pora. I tak bedzie to co ma byc, a zbytnia zachlannosc moze tylko wszystko popsuc. Dalismy sobie szanse i nie mozemy jej zaprzepascic. I wiem, ze zadne z nas nie bedzie chcialo do tego dopuscic. Tym razem bedzie to rozumna milosc. Wiem, ze nie bedzie nam latwo, glownie przez moja przeszlosc, ale razem popradzimy sobie ze wszystkim.

鈔oda, 13 sierpnia 2008
Normalne zycie???

Dlaczego musi tak byc? Dlaczego ja nie moge zyc normalnie? Dlaczego...? Czy ja nie zasluguje na normalne zycie? Ciagle tylko bol i problemy... Ciagle wszystko jest nie tak jak powinno. Do jasnej cholery DLACZEGO??????

Ludzie nawet nie zdaja sobie sprawy z tego jak slowa potrafia ranic. Nawet te najprostrze, banalne, zazwyczaj bez wiekszego znaczenia. Staram sie nie pokazywac po sobie tego jak takie slowa na mnie dzialaja. Nie moge. Nie wolno mi. W ten sposob sam skazuje sie na tortury. Ale jak moge postapic inaczej? Jakim prawem? W tym przypadku ja nie mam zadnych praw. W tym przypadku ja tylko istnieje. Tylko tyle mi wolno. Niezaleznie od moich checi i pragnien. Sam spycham sie na dalszy plan. Tak bedzie lepiej. Tak bedzie lepiej dla...

niedziela, 10 sierpnia 2008

Mija sobie dzien za dniem; raz wszystko jakby sie klaruje zaraz sie wali w gruzy. Ciagle otacza mnie totalna dezorientacja; gdzie sie nie odwroce widze ciemnosc. Zastanawiam sie zostac czy uciekac? Ale dokad ja mam uciekac? Chyba juz nigdzie nie ma dla mnie miejsca. Slucham"Lux aeterna",kawalka do filmu "Requiem for a dream" i az mnie rozrywa. Gdybym tylko mogl to bym eksplodowal. Ja juz nie chce czuc. Juz nigdy nie chce czuc. To zbyt duzo jak dla mnie. Obiecalem nie robic rzadnych glupot i niestety czy mi sie to podoba czy nie slowa musze dotrzymac.

"Ave, ku pami璚i tych, kt鏎zy daj nowe 篡cie"

niedziela, 27 lipca 2008
Czyzby...?

Dzisiaj wpadla mi do glowy pewna niebezpieczna mysl...Czy cos co mialo juz dwa razy miejsce w moim zyciu moze zdarzyc sie po raz trzeci? Jak "obliczyc" rachunek prawdopodobienstwa racjonalnosci bytu takiego zdarzenia? Czesc zmiennych w rownaniu sie zgadzaw zasadzie brak jedynie tego co jest jego "wynikiem". Ale czy to moze sie zdarzyc?

Ostatnio czuje sie coraz gorzej. Nie wiem czy to upaly tak na mnie wplywaja czy to jakas choroba, ale organizm coraz bardziej sie buntuje... Teraz dla paradoksalnego precedensu zaczal sie okres kiedy caly czas jestem zmeczony i moglbym spac bezprzerwy. Waga mojego ciala juz nie potrafi chyba spasc nizej. Nawet rany nie chca sie goic. Co to ma wszystko znaczyc? Czy to jest "kara-zaplata" za bledy mlodosci? To prawda... Zasluzylem na te kare... Ale dlaczego teraz? Wlasnie teraz? Teraz kiedy w moim zyciu pojawilo sie cos tak waznego? Jezeli tak to bedzie to kurestwo ze strony losu.

pi徠ek, 25 lipca 2008
The End of Heaven

Nastal taki czas, w ktorym trzeba przestac wedrowac po niebie i chmurach i sprowadzic sie na ziemie. Czynnosc malo przyjemna aczkolwiek konieczna. To cena jaka place za bycie realista. Kazde marzenie ma swoj koniec. Bardziej bolesny niz w rzeczywistosci.O wiele bardziej bolesny, bo kiedy konczy sie rzeczywistosc jest juz czesto zbyt pozno, zeby zrobic cokolwiek, oswajamy sie z tym, czasami zajmuje nam to mniej a czasami wiecej czasu, ale jednak sie z tym godzimy. A kiedy urmiera marzenie to tak jakby wyrwano nam serce, zdeptano je i wyrzucono je do kosza na smieci. Dobrowolnie wybralem taka droge. Bo samego istnienia innej nie potrafie zobaczyc... Wiem ze ta inny droga nie istnieje i nie bedzie istniec. Nigdy... Nie dla mnie... Nie w tym zyciu... To juz koniec marzen. To juz koniec

wtorek, 22 lipca 2008
Kolejny dzien, kolejny wpis...

Mowia,ze to nadzieja umiera ostatnia, lecz to nie prawda. Ostatnia umiera dusza. I to w najgorszych meczarniach. Niby istniejesz a czujesz jakby Cie nie bylo; wszystko dzieje sie poza Toba. Niby masz na wszystko wplyw, ale czasami juz po prostu brak sil na podjecie decyzji. Wtedy wiele rzeczy kusi. Zwlaszcza te ostateczne. Nawet oglupianie sie za pomoca glosnej muzyki juz nie pomaga. Znam moje lekarstwo ale nie moge zazyc. Nie jest dla mnie dostepne. Najgorzej jest ze znam jego "smak". I znam tez jego brak. Z kazda chwila coraz bardziej brak mi sil by zrobic kolejny krok, kolejny ruch. Totalna awersja do snu i jego koniecznosc do przezycia. W efekcie czego codziennie zasypiam do pracy jezeli mam 1 zmiane. Kiedys nastapi koniec tych meczarni tylko jeszcze nie wiem co je zakonczy. Czy czas, czy ja sam. A moze ktos inny. Nerwowy rozstruj zoladka przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu. Fizyczne wyczerpanie idace coraz glebiej i glebiej. Chyba rowniez namiastki szalenstwa. Ciagly brak apetytu i koniecznosc jego maskowanie zeby tylko nikt sie nie zorientowal ze cos jest nie tak. Jem bo musze, tak samo jest ze snem. Miotam sie jak w kawtanie bezpieczenstwa tylko ze nie wykonuje przy tym zadnego ruchu. Czuje wzbierajaca we mnie agresje. Tlumie ja jak tylko moge, ale boje sie ze kiedys nad nia nie zapanuje, a wtedy wiem ze zle sie to skonczy. Jak bardzo chcialbym zey ten Ciezar zostal ze mnie zdjety, ale jednoczesnie wiem, ze ja tylko ja sam moge sie go pozbyc. Wiem nawet w jaki sposob. Ale co by sie nie dzialo nie zrobie tego. To jedyna oznaka moje czlowieczenstwa, ktore niedawno odzyskalem po dlugim czasie bezwolnego poddanstwa. Okupione zostanie to niewyobrazalnym bolem, ktorego bezmiaru doswiadczam kazdego dnia. Niezmiennie, codziennie, stale... Chociaz roznia sie slowa, glosnosc krzyku i wrzasku, iloscia uzytych obelg i nieslusznych oskarzen. To tak jak bym wisial tuz nad ziemia i tylko czekal na to az sie o nia roztrzaskam z wielkim hukiem, obryzgujac wszystko dookola porozrywanymi i zmiazdzonymi wnetrznosciami. A Ci ktorzy beda na to patrzec zaczna sie jedynie zanosic od smiechu z powodu mojej bezradnosci. Moze kiedys zaczne normalnie zyc. Moze nie jest az tak zle zeby nie moglo byc gorzej. Moze Ktos podstawi pod moje cialo cos w rodzaju poduszki, zeby w ten sposob ograniczyc skutki upadku. Ale liczyc na cud to tak jak by probowac przeniesc samemu gore. A to jest niewykonalne. Jak dlugo jeszcze podolam zyc w takim stanie rzeczy? Kiedys to sie wyda i jak zwykle pewnie w najmniej odpowiednim momencie.

niedziela, 13 lipca 2008
10-12.07.08
Weekend we Wroclawiu. Na ten temat napisze krotko... Zbyt wiele zdarzen w zbyt krotkim czasie. Kto byl ten wie...
niedziela, 15 czerwca 2008
***

Noc

Pelna nadzieii i oczekiwan

Lecz bezowocna

Mrok

Pelen lekow i obaw

Lecz kuszacy

Samotnosc

Pelna bolu i bezlisnosci

Lecz potrzebna

by nie zapomniec kim jestem

kim jestemy

ze jestesmy...

tylko ludzmi

niedziela, 08 czerwca 2008
Znowu czuje

Milo jest znowu czuc; miec cudowne wspomnienia. One rzadko do mnie wracaja, ale ze zdwojona sila. Tak jak dzisiaj. Te czasy kiedy mialem 16-18 lat, czasy przyjazni z Anna B. Czasy bolesne, ale tez niezmiernie szczesliwe dla mnie. To wtedy uksztaltowalem tym kim jestem dzisiaj. Wtedy przebudzilo sie we mnie glebsze przezywanie natury i samego siebie, odbierania otaczajacego mnie swiata kazdym zmyslem. To jak drugie wlasciwe narodziny. Pamietam te wielogodzinne spacery i te noce spedzane gdzies w lesie pod golym niebem. Od pierwszej chwili wiedzielismy, ze bedziemy dla siebie stworzeni; stworzeni do niewyobrazanej przyjazni. I nie wazne jak ona wygladala, wazne za byla piekna. I przyjazn, i ona...

Kolejne wspomnienia cz.2

Moja pamiec mnie zaczyna zadziwiac. Ostatnio wraca do mnie mnostwo wspomnien. Az sam sie dziwie.

Dzisiejsze wpomnienie napawa mnie nostalgicznym nastrojem. Dzisiaj te wspomnienia sa zywsze niz zwykle. Wakacje najpamietniejszego roku mojego zycia. Pamietam ta lesniczowke, w ktorej chronilismy sie przed deszczem, pamietam prawie wszystkie jej ruchy, slowa i zachowania. Pamieam ten wewnetrzny dylemat, ktory tkwil wtedy we mnie - byc lojalny wobec siebie czy dac sie zawladnac wlasnym pragnieniom? Po tamtych dwoch dniach zaczalem sie zastanawiac czy to jest sprawka przeznaczenia. Pamietam ile alkoholu wtedy wypilismy; pamietam spacerk kiedy prowadzilem ja po lesie zeby wytrzezwiala; pozniej podwieczorek w lesniczowce. pamietam dotyk jej palcow na moich ustach kiedy karmila mnie ciastem z jablkami; to jak wygladaly przy tym jej oczy; ten lek, ktory chciala przede mna ukryc. to jak patrzylismy na siebie lezac przytuleni. Pamietam jej slowa - te ktorych tak pragnalem, a jednoczescie rownie sie obawialem; nasza dyskusje na temat slusznosci naszych pragnien i obaw; pamietam slowa ktore mnie wtedy zwalily z nog; slowa "chce poczuc sie przy Tobie kobieta" na ktore nic nie bylem w stanie odpowiedziec. Patrzylem w jej oczy... Pamietam dotyk i smak jej ust na moich ustach, zapach niewinnosci unoszacy sie w powietrzu, gladkosc skory pod opuszkami naszych palcow, nasze delikatne i niespieszne oswajanie sie ze soba nawzajem. Prawienic sie miedzy nami wtedy nie zdarzylo, ale dla mnie to na zawsze pozostanie jeden z najwspanialszych weekendow w zyciu. przez ten czas bylismy tylko dla siebie na wzajem. Tylko my sie liczylismy. Pamietam o tym... I bede pamietal. Ona juz i tak ma swoje miejsce w moim sercu

niedziela, 01 czerwca 2008
Kolejne wspomnienia

Powraca do mnie. Jak co roku, od osmiu lat. Dzieki temu widze jeszcze w sobie czlowieka. Wtedy mysle, czuje, pamiec wraca do tamtych lat; tak odleglych, prawie zapomnianych, ale powraca. Stale i niezmiennie. Z klinicznego punktu widzenia mozna by to nazwac bezsennoscia. Lecz nie jest to choroba. Chyba, ze duszy. A takie sa nieuleczalne. Z tym jednym wyjatkiem, ze w tym roku powrocilo to o wiele wczesniej. Nigdy nie czulem tego zima; zawsze zaczynalo sie z poczatkiem lata. I zawsze bylo tak samo: narastanie melancholijnosci, wyostrzenie zmyslow i ograniczenie snu do minimum, prawie do zera, przy jednoczesnym zwiekszeniu wytrzymalosci fizycznej. Nie jestem w stanie okreslic tego czy to lubie czy nie. Zreszta chyba nie o to chodzi. Po prostunauczylem sie z tym zyc. doszedlem do pelniej asymilacji. Moze to moje przeznaczenie? Tylko nie wiem na co.

Pamietam wiele takich nocy jak dzisiejsza. Spedzonych nad pisaniem pamietnika lub przesiedzianych na parapecie okna mojego pokoju z nogami przewieszonymi na zewnatrz. Noce pelne mysli, rozterek, nadzieii i marzen; pelnych strachu i leku; pelnych nienawisci do siebie samego oraz miloscia do innych. Trwanie tak odkad dom pograzal sie w calkowitej ciszy, az do calkiem konkretnego switu. To chyba potrzeba pobycie sam na sam ze soba i uporzadkowania swojego zycia. I teraz moje przeznaczenie jest znowu obok mnie. Tylko milczy, nie chce mi nic o sobie powiedziec; albo ja po prostu nie umiem go zrozumiec. I niech tak trwa nasza bezslowna konwersacja. Chociazby do konca moich dni...

sobota, 31 maja 2008
Pamietam jesienna milosc

Mimo, ze jest jako takie lato mi teraz teskno do jesiennej milosci. Pamietam te czasy kiedy jesiennymi popoludniami i wieczorami tetnilo moje zycie. Nie to ogolne i dostepne dla wszystkich, tylko to dla konkretnych jednostek. To intymne zycie podszyte epoka romantyzmu, jej idea... Pamietam te poranki, w ktorych wiedzialem jak zakonczy sie dany dzien, ze po raz kolejny spelni sie to moje male marzenie. Pamietam dni w calosci spedzone z nimi lub tylko przelotne spotkania. Ale jedno prawie zawsze laczylo te spotkania. To ta nuta czulosci i ... nie ma slow mogacych to dobrze opisac. Pamietam jak ja poznalem. Pamietam rodzaca sie wiez. Pamietam powitania; pozniejsze spacery az do zmarzniecia; powroty do domu i wspolne picie herbaty badz kawy; lezenie obok siebie na lozku i rozmowy nie mogace dojsc do konca, nie mogace nasycic nas w zaden sposob lub lezenie w objeciach i bezgluche rozmowy naszych oczu; podsypianie poznymi wieczorami w zwarciu naszych cial otulonych kocem; nienawisc do rozstan zeby wyrobic sie na ostatni autobus do domu; bol niemocy kiedy slyszalem zamykanie sie zamka w drzwiach za mna. Pamietam jak bardzo nadawalo to sens mojemu zyciu.

Pamietam jesienna milosc

czwartek, 22 maja 2008
Motyl w niebezpiecznym wymiarze

Ja

Istota rozerwana miedzy wymiarami

Tak rozniacymi sie od siebie

W zadnym, w ktorym bylem nie jest tak jak byc powinno

W zadnym nie jest bezpiecznie

Wszedzie cos zagraza

Cos nie wyjasnionego,

Nie znanego i tajemniczego

To przyszlosc

Przyszlosc, ktorej oblicza nie znam

Lek przed zmorami przeszlosci

Niepozwala mi rozlozyc w pelni skrzydel

I kolejny lek

Ze jesli zostane tutaj na dluzej

To ktos wyrwie mi te skrzydla

Chyba zabawilem tutaj juz zbyt dlugo

Moje skrzydla mi to mowia

Czuje na nich dotyk nienawistnych rak

Zbyt silny zeby go powstrzymac

Cos takze oplata moja klatke piersiowa

Nie pozwalajac powietrzu dostac sie do pluc

Nabieram jedynie tyle powietrza, zeby moc bezsennsownie ezgystowac

Nie moge, ani zyc, ani umrzec

Moje zycie przypomina konanie motyla,

Ktoremu ktos brutalnie usunal pylek ze skrzydel

Ani on, ani ja nie jestesmy juz wolni

Zaden z nas niemoze juz latac

I obaj zostalismy na zawsze uwiezieni w swiecie w ktorym nie koniecznie chcemy zyc

I za co dla nas taka kara?

A moze to jakas nauka?

A moze to egzekucja?

A moze...?

A moze wy wiecie co to jest i dlaczego nas wszystkich to spotyka?

Jesli tak, to nas uswiadomcie

Moze wtedy bedzie nam lzej umierac

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5